Archiwum | Styczeń, 2013

Włoska tarta z budyniem

29 Sty

Zapraszam na facebookową stronę z aktualnymi blogowymi informacjami: https://www.facebook.com/cookingcure?ref=hl

Dziękuję oświetleniowcowi <3

Jeśli mam możliwość ugotowania czegoś od podstaw, robię to. Nie zawsze jest to sensowne i czasem ociera się o przesadę, jak np. plan zrobienia domowej czekolady (ziarna kakaowca i masło kakaowe już kupiłam). Kilka razy odkładałam z powrotem na sklepową półkę gotową pastę curry i spędzałam dodatkową godzinę na przygotowaniu jej samodzielnie w domu – teraz to niemożliwe, bo papryczki chilli chyba emigrują na czas zimy z Polski. Wrodzony racjonalizm przemieszany z protestancką etyką pracy i dążeniem do tego jedynego najlepszego wyboru kazały mi robić w domu golden syrup. Z kolei niedostatki zaoptrzeniowe na polskim rynku spożywczym zmuszały mnie do studiowania tajników temperowania czekolady i autorskiej produkcji groszków czekoladowych (chocolate chips). Groszki były ładne, ale nie spełniały swojej podstawowej funkcji, którą jest nierozpuszczanie się podczas pieczenia.

 

Kiedy parę lat temu zwróciłam uwagę na skład budyniów z torebki (mąka ziemniaczana + cukier + sztuczności), zaczęłam się zastanawiać nad genialnością speców od reklamy. O ile robienie własnej czekolady w domu to domena maniaków, wymieszanie mąki cukru i np. wanilii z mlekiem nie należy do trudnych. Rozumiem oczywiście instynktowną decyzje wielu gospodyń domowych początków lat 90., umęczonych własnoręcznym wyrabianiem wszystkiego od podstaw (klusek, makaronów, pierogów itp.), dla których budyń w kolorowym opakowaniu był nie tylko namiastką kolorowego zachodniego świata, ale też obietnicą zmian i rychłego uwolnienia z okowów kuchni. Stanowiły też zapowiedź kolejnych gotowych dań (fixy knorra, ciasta z torebki, zupki instant itd.).

Czasy się jednak zmieniają i nikt już raczej nie kojarzy budyniu z torebki z lepszym stylem życia. Wręcz przeciwnie: to naturalne i jak najmniej przetworzone jedzenie jest teraz na fali. Niezależnie jednak od wszystkich trendów, obiektywnie rzecz biorąc, kupowanie budyniów instant nie opłaca się pod względem ekonomii czasu, pieniędzy i zdrowia. Lepiej zrobić go samemu, a najlepiej użyć jako nadzienie do ciasta.

Składniki:

Ciasto

  • 300g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 70g cukru pudru
  • 150g miękkiego masła
  • 1 jajko
  • 0.5 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • olej

Wymieszaj składniki sypkie. Dodaj masło, jajko i wanilię oraz 3 łyżki oleju. Zagnieć ciasto, jeśli nie będzie się kleić dodaj jeszcze oleju. Podziel ciasto na dwie części: jedną większą (2/3) drugą mniejszą. Wyłóż tortownicę o średnicy 25 cm papierem do pieczenia i wylep ciastem (brzegi powinny mieć przynajmniej 2 cm). Schowaj do lodówki. Drugą część rozwałkuj między dwoma kawałkami papieru do pieczenia i schłódź.

Budyń:

  • 500ml mleka
  • 3 żółtka
  • 100g drobnego cukru
  • 50g mąki pszennej
  • (dodałyśmy też trochę wanilii)

Żółtka utrzyj z cukrem. Cały czas mieszając, stopniowo dodawaj mąkę, a następnie mleko. Masę gotuj przez 15-20 minut, cały czas mieszając (chyba że lubisz grudki ; )

Wyjmij tortownicę z lodówki, wyłóż na ciasto budyń i przykryj całość kawałkami rozwałkowanego ciasta. Możesz posypać ciasto płatkami migdałowymi. EDIT: Podpiekałam spód przez 10-15 minut przed wyłożeniem budyniu.

Piecz w rozgrzanym do 180 C piekarniku przez około 45 minut.

Ciasto jest naprawdę pyszne.

Gesslerowie, babeczki z kremem i wymiar męskiej dominacji w kuchni

21 Sty

cup cake

Klan Gesslerów, promieniując od głównego Gesslera (Pana Adama), a za sprawą jego brata Piotra tworząc skomplikowane łańcuchy koligacji rodzinno-postrodzinnych, gęsto zaludnia mapę gastronomiczną polski i na stałe już wpisał się w pejzaż współczesnej polskiej kultury gotowania. Nie da się ukryć, że Magda Gessler, ostatnio najbardziej rozpoznawalna – za sprawą Kuchennych rewolucji i Master Chefa – członkini klanu, nie jest w swojej medialnej postaci wcieleniem taktu i serdeczności. Lubię jednak jak trzęsie swoją burzą loków nad ogromnymi kotłami jedzenia. Nie gorszy mnie ostry język, którego używa i brak czepka na głowie; podoba mi się, gdy każe przygotowywać w rewolucjonizowanej restauracji pesto z kosztujących fortunę orzeszków piniowych – z niekłamaną przyjemnością łykam tę licenję mediatica. Dzięki Magdzie Gessler dowiedziałam się czym jest klarowane masło, dlaczego w domu nie warto robić samemu passaty pomidorowej i tak dalej. W życiu nie poszłabym do MG EAT, ale podsumowując jednym zdaniem i nie wchodząc w dywagacje na temat opozycji kreacja medialna – rzeczywistość, postać telewizyjną Magdy Gessler oceniam jako wyjątkowo udaną.

babeczki z kremem malinowym

Zanim przejdę do Marty Gessler, której przepis na babeczki i działalność na łamach „Wysokich Obcasów” będą ostatecznym celem tego wpisu, dodam jeszcze, że drugie pokolenie klanu też nieźle radzi sobie w kulinarnej Polsce. Mateusz Gessler razem z kolegą założył jakiś czas temu w hali pofabrycznej Warszawę Wschodnią, miejsce, w którym chciałabym spędzić swoje urodziny (mam nadzieję, że do tego czasu go nie zamkną!). Z wywiadu przeprowadzonego z restauratorami przez „Magazyn Smak” (na marginesie, kiedy prześlecie mi prenumeratę? ; ) wynika, że kontakt na linii kucharz – klient nie jest żelaźnie zapośredniczany przez kelnera (o figurze kelnera warto poczytać u Sartre’a a później obejrzeć Zaklęte Rewiry z młodym Markiem Kondratem). W Warszawie Wschodniej można z kucharzem porozmawiać i ponegocjować kształt zamawianej potrawy. Brzmi zachęcająco. I jeszcze perełka z wywiadu, wypowiedź Mateusza Gesslera:

„I dodajmy jeszcze, że Warszawa Wschodnia to pierwsza nasza restauracja, gdzie kobiety będą pracowały w kuchni. Nigdy nie zatrudniałem wcześniej pań, ale teraz to zmieniam. Mam już dosyć tej męskiej dominacji”.

Niesamowite. Należałoby zgłębić temat i sprawdzić, czy niezatrudnianie Pań w lepszych restauracjach jest lub było jakąś normą i czy „męska dominacja” w tym zawodzie stanowi szersze zjawisko. Mając w tyle głowy obiegowe wzmianki w stylu: „mama gotuje na co dzień i zawsze to samo, a tata lubi w kuchni poeksperymentować – i zjawia się w niej raz na pół roku”, intuicyjnie obstawiam, że Pan kucharzy od wielkiego dzwonu lub z racji wykonywanego zawodu (czyli haute-cuisine), a Pani gotuje w ramach domowego kurzenia (kuchnia à la szara codzienność)

Przyszedł więc czas na „Wysokie obcasy” i Martę Gessler. Jej postać nie jest mi bliżej znana, kojarzę ją tylko z przepisów, które zamieszcza w sobotnim dodatku do „Wyborczej”. O ile się orientuje, jej komentarze do potraw mają raczej charakter life-stylowy, a nie ideowy (nie jest to zarzut). Tymczasem, kiedy przeglądam „Wysokie obcasy” i dochodzę do strony kulinarnej, często stawiam sobie pytanie o stopień, w jakim gotowanie kojarzone jest dziś z tradycyjną rolą kobiety w społeczeństwie (to nie figura stylistyczna, naprawdę tak robię). Kulinarne hobby w wykonaniu feministycznie świadomych dziewczyn i kobiet wydaje się wymagać dość obszernego wyjaśnienia, w przeciwnym razie potoczna świadomość odkryje w takiej postawie niespójność ; ) Z kolei jeśli odnieść się do nakreślonych w akapicie powyżej przypuszczeń, okazuje się, że gotowanie-hobby (gotowanie wymyślne, lepsze od maminego powszedniego schabowego) jest męskie, a to dla kobiety mało satysfakcjonująca szufladka i koło dominacji męskiego pierwiastka w zakresie kreatywności się zamyka.

A zatem, z pełną świadomością tak rozłożonych akcentów, podaję przepis na męskie babeczki według Marty Gessler, trochę przeze mnie zmodyfikowany:

cup cake

Składniki
Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 45 g miękkiego masła
  • 220 g cukru
  • 3 łyżki oleju rzepakowego
  • 2 duże jajka
  • 125 ml soku pomarańczowego
  • 125 ml mleka
  • 0,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Krem:

  • 150 g mrożonych malin
  • 230 g serka typu Philadelphia
  • 110 g cukru pudru

Masło ubij z połową cukru na puszystą masę. Dodaj olej oraz resztę cukru i dalej ubijaj na gładko. Cały czas mieszając, wbij kolejno jajka i wlej sok pomarańczowy. Wymieszaj mąkę z proszkiem do pieczenia i solą, dodawaj do masy na zmianę z mlekiem, cały czas miksując na niewielkich obrotach. Na końcu wmieszaj ekstrakt waniliowy. Piecz w 180 C przez około 25 minut.

W międzyczasie przygotuj krem. Zagotuj maliny, aż puszczą sok. Przetrzyj owoce przez sito. Uzyskany w ten sposób sok (1/4 szklanki, nie więcej, bo będzie za rzadkie!) zmiksuj z cukrem pudrem i serkiem. Wstaw do lodówki, żeby masa zgęstniał.

Wystudzone babeczki udekoruj kremem.

Ciasto babeczkowe jest naprawdę pyszne. Krem jest lekko słonawy, ale akurat bardzo mi to odpowiada.

Wilgotne ciasto cytrynowe z białą czekoladą

11 Sty

wilgotne

Wspominałam już, że nie lubię reprodukować w nieskończoność tych samych przepisów. Jednym z wyjątków jest właśnie to ciasto cytrynowe, które robiłam już wielokrotnie i niosłam w świat w związku z różnymi świętami (piekę je często na Wielkanoc) i okazjami. Poza tym chętnie do niego wracam, bo jest pyszne, a przynajmniej bezbłędnie utrafia w moje smaki kulinarne.

Za sprawą tego ciasta – szukałam czegoś wilgotnego i cytrynowego do upieczenia – pierwszy raz trafiłam na blog Kasi Tusk i jej koleżanki Zosi, która ma ciekawy zmysł kulinarny i nie boi się tłusto-słodkich deserów, czym zdobyła moją sympatię (niedługo z tej serii słodka i bardzo kaloryczna tarta bananowa). Zdaję sobie sprawę, że w wielu kręgach makelifeeasier.pl to łatwy obiekt kpin, a też sporo czasu zajęło mi przekonanie moich znajomych, że wypowiadając się pozytywnie o tym blogu, wcale nie ironizuję.

Z mojej strony krótko i treściwie: blog jest ładny, uprzejmy, serdeczny, estetycznie bardzo dobry w swojej głównonurtowej lidze. Kasia Tusk dobrze się ubiera i dla wielu dziewczyn jest koleżanką z internetu, która pomoże dobrać spodnie i to jest naprawdę bardzo miłe! Byłabym też ostrożna wobec zarzutów, że blog jest prowadzony niesamodzielnie, a powodzenie makelifeeasier jest sukcesem nazwiska. Na pewno było dziewczynie łatwiej, ale nazwisko nie przenosi się w skali 1 do 1 na wymierne efekty (wystarczy porównać z innymi potomkami sławnych, którzy jakoś nie zawsze są ludźmi sukcesu).

Nie da się ukryć, że blog Kasi Tusk nie niesie intelektualnie inspirujących treści, a próba muśnięcia tej sfery wychodzi w jej wykonaniu  dość koślawo, nie wybijając się ponad poziom maturalnego wypracowania, tak jak np. tu. Jednak rozumiem też, że takich aspiracji autorka bloga nie ma i mieć nie musi, a przytoczony post był rodzajem reklamy czytnika do e-booków, więc intencje były tu nakierowane w innym kierunku. I Bóg z nią, fajnie, że jest zaradna.

Wyznając już do końca wszystkie swoje przypadłości, równie chętnie co na blog Kasi Tusk, zaglądam na makelifeharder: cięty jak brzytwa język i wyjątkowo trafnie skontrapunktowany styl życia bardzo dobrze sytuowanych młodych ludzi z perspektywy małomiasteczkowej beznadziei. Dalej nie ciągnę tematu, bo zrobi się mimo wszystko odrobinę smutno, a w najgorszym wypadku znowu należałoby zastanowić się nad tym, co zastąpi bieżący system.

W tym momencie wilgotna tarta cytrynowa jest już trochę nie na miejscu. Następnym razem postaram się, żeby było jeszcze bardziej dywersancko. Zrobimy zupę z soczewicy z książki kucharskiej Janusza Palikota, męczennika, który choć w głębi serca czyta presokratyków i kocha wykwintne jedzenie ( = ogromne talerze ze śladowymi ilościami jedzenia), „musi być chamem”. Tymczasem wróćmy do tarty.

wilgotne ciasto cytrynowe

Składniki:

  • 200 g miękkiego masła
  • 4 jajka
  • 220 g mielonych migdałów
  • 200 g cukru
  • 1 tabliczka białej czekolady
  • 60 g mąki tortowej
  • starta skórka z 2 cytryn (ja dodaję zapach cytrynowy do ciast)
  • sok z dwóch cytryn

Dwie uwagi:

1. Być może niesłusznie, ale nie mam zaufania do kupnych mielonych migdałów. Jeśli masz migdały w skórkach, możesz je zblanszować (namocz we wrzątku przez ok. 10 minut, skórka sama będzie schodzić) i zmielić w malakserze.

2. Wydaje mi się, że ścieranie do ciasta skórki z nieekologicznej cytryny nie jest dobrym pomysłem. Z drugiej strony nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie uwierzyć, że owoce sprzedawane w sklepach ekologicznych różnią się czymś od „zwykłych” i nie są pryskane itp. Ostatecznie wybieram zapach cytrynowy do ciast… ; )

wilgotne ciasto cytrynowe

Modus operandi: 

Utrzyj masło z cukrem. Cały czas mieszając, dodawaj po jednym jajku, a następnie mąkę i sok z cytryn. Ciasto nie uzyska gładkiej konsystencji, ale taki jego urok. Dodaj aromat cytrynowy, zmielone migdały i białą czekoladę. Piecz w 180 C przez około 45 minut. Kiedy wystygnie, posyp cukrem pudrem (przez sitko).

Przepis pochodzi ze strony makelifeeasier. Podobny przepis widziałam ostatnio w książce Sophie Dahl. W jej wersji nie było jednak białej czekolady i z proporcji wynika, że może być ono trochę mniej wilgotne.

Zamiast Galette des Rois. Tarta z kremem frangipane i morelami

6 Sty

Ponieważ Święto Trzech Króli, zbiegając się z niedzielą, zaskoczyło mnie zamkniętymi sklepami, Galette des Rois dziś nie będzie. W lodówce mam tylko mały kawałek masła, 2 jajka i jogurty naturalne. To niestety za mało na przyzwoite królewskie ciasto. Będzie jednak wypadkowa tego, co mam w domu i inspiracji, które przynosi francuski wypiek z okazji Epiphanie (jak nazywa się ichniejsze Święto Trzech Króli). Przeglądając dziś wszystkie możliwe francuskie blogi kulinarne zamarzyło mi się, przy uwzględnieniu posiadanych zasobów, połączenie masy migdałowej z morelami suszonymi w ramach tarty. Biorąc pod uwagę ograniczoną ilość jajek i masła w mojej lodówce, tu i ówdzie porobiłam cięcia. Skorzystałam z przepisu na kruche ciasto bez masła. Niestety miałam też tylko 1 jajko, zastąpiłam je  2 łyżkami mąki ziemniaczanej i mleka. Efekt niestety średni, ale z dwoma jajkami byłoby bez wątpienia lepiej. Na pewno też poniższy przepis przyda się tym, którzy dbają o linię : ) Jeśli jednak masz w domu masło i nie  zawracasz sobie głowy  liczeniem kalorii użyj tego przepisu. Ja bym przynajmniej tak zrobiła, ale za nierozgarnięcie się płaci ; )

img_2736

Ciasto na tartę bez masła:

  • 350 g mąki
  • 100 g brązowego cukru
  • 100 g jogurtu naturalnego
  • 2 jajka

Wymieszaj mąkę i cukier. Dodaj jogurt i jajka, całość zagnieć – dobre ćwiczenie na mięśnie, zwłaszcza że ciasto jest wyjątkowo sprężyste. Z ciasta uformuj jednolitą kulę i wstaw do lodówki na około 30 minut.

Przepis na masę Frangipane (według Ready for Dessert Davida Lebovitza):

  • 115 g masy marcepanowej – musi być taka, która zawiera przynajmniej 50 % migdałów
  • 1,5 łyżeczki cukru
  • 1,5 łyżeczki mąki
  • odrobina aromatu migdałowego
  • 90 g miękkiego masła
  • 1 jajko w temperaturze pokojowej

Połącz na jednolitą masę marcepan z cukrem, mąką i aromatem. Całość zmiksuj z masłem i jajkiem.

Wysmarowaną masłem formę do tarty wyłóż ciastem (nie miałam już więcej masła, więc użyłam papieru do pieczenia) i podpiecz  w rozgrzanym do 200 C piekarniku przez 10 minut. Lekko przypieczony spód wysmaruj frangipane i udekoruj pokrojonymi w paski morelami suszonymi (200g). Piecz całość przez około 30 minut.

Blondie – rewers brownie. Sens gotowania

3 Sty

fot. cooking cure

Istnieje pewna kategoria książek, których czytanie wydaje mi się pozbawione sensu ze względu na ich jałową treść i przewidywalny język, zmuszający mnie do ślizgania się po linijkach i organizowania sobie konkursów na jak najszybsze czytanie. Do tych książek zaliczam Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu Jasia Kapeli. Jeśli chodzi o intensywność tych negatywnych odczuć jak na razie lektura trzech czwartych tej książki stanowi w ramach mojej kariery czytelniczej przypadek bezprecedensowy.

Jest w tej książce coś tak banalnego, czego nie ma w masowej beletrystyce, która stara się mimo wszystko np. zaskakiwać niespodziewanymi zwrotami akcji, a poza tym mieści się w konwencji opowiadania historii. Na uczestnictwo w tej konwencji zawsze będą się łasić co jakiś czas nawet najtęższe i najbardziej zblazowane umysły, o ile zachowały w sobie jakiś ludzki pierwiastek, a zachować go muszą. Znając choć trochę sylwetkę Jasia Kapeli – autora lub po przeczytaniu pierwszego eseju, można za niego kończyć zdania. Musiałabym sięgnąć ponownie po Paula Coelho (czytałam go dość dawno – ponad 10 lat temu), żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma pod tym względem strukturalnych podobieństw z lekturą Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu.

Tak czy inaczej na chwilę obecną książka Jasia Kapeli będzie dla mnie flagowym przykładem lektury intelektualnie absolutnie niewymagającej, która w dodatku nie stara się o zapewnienie odbiorcy rozrywki. Po takim doświadczeniu warto sięgnąć po jakąś odtrutkę, wspominany przeze mnie wcześniej Homo Sacer Agambena albo cokolwiek Deleuza jest niezłym pomysłem i lekcją pokory. Z drugiej strony, starając się czytać tych popularnych filozofów, zawsze zastanawiam się, czy wykręcony do granic możliwości język, który stosują, jest naprawdę konieczny. Biorę pod uwagę, że treści, które są w nim wyrażane, mają być może szanse na osiągnięcie pełni właśnie dzięki temu skomplikowanemu językowi. Nie jestem jednak co do tego przekonana, ale też nie potrafię tego na razie sprawdzić – liczę jednak na stopniowy rozwój swoich kompetencji : )

Dlaczego kwestia konieczności lub braku konieczności używania trudnego języka tak mnie porusza? Nie lubię rzeczy niepotrzebnych, czynności pozbawionych sensu itd. Jeśli więc w sytuacji, w której ze zbędnej lektury popadam w zupełnie niedekwatnie skomplikowany język (lub jeśli pojawia się ku temu choćby nikła przesłanka) idę gotować. Gotowanie ma zawsze sens i choć mapa konfliktów ze sfery życia, w której poruszałam się powyżej może zostać przeniesiona na obszar aktywności kulinarnej, znaczenie tych konfliktów jest tu znikome.

fot. cooking cure

Składniki:

  • 1,5 szklanki brązowego cukru (ja dałam trochę mniej, ale 1,5 też jest ok)
  • 0,5 szklanki stopionego masła
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego (nalało mi się trochę więcej i był to duży plus)
  •  1,5 szklanki mąki
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 szklanki pokrojonych migdałów solonych (można użyć orzechów macadamia, ja zostawiłam je sobie na inną okazję : )
  • 0,5 szklanki suszonych żurawin
  • tabliczka białej czekolady

fot. cooking cure

Ubij cukier z masłem, jajkami i ekstraktem waniliowym. Mąkę połącz z proszkiem do pieczenia i wsypuj powoli do masy cukrowej cały czas mieszając. Dodaj migdały, żurawiny i posiekaną czekoladę.

Piecz w 180 C przez 15-20 minut. Jeśli patyczek wbity w ciasto będzie suchy, ciasto jest już dobre : )

fot. cooking cure

Fondant au chocolat. Francuskie brownie

2 Sty

Jak zdążyłam się zorientować, fondant au chocolat (po polsku czekoladowy fondant?) – francuska odmiana brownie – jest rozumiane przez cukierników i amatorów na różne sposoby. Czasem tak jak w Biblii Smaków

… innym razem w ten sposób:

źródło: http://www.lesjoyauxdesherazade.com/

W moim przekonaniu powinno mieć płynny środek, ale drugi obrazek lepiej oddaje efekt mojego pierwszego eksperymentu z fondant au chocolat. Różnica wynika oczywiście z czasu pieczenia, bardzo łatwo przegapić ten moment, kiedy czekolada w środku jeszcze się nie ścięła, a wierzch jest odpowiednio przypieczony. Będę próbować : )

Składniki:

  • 200 g gorzkiej czekolady (w tym 1-2 paski mlecznej)
  • 150 g masła
  • ewentualnie szczypta soli
  • 150 g cukru
  • 50 g mąki
  • 3 jajka

fot. cooking cure

Rozpuść masło z czekoladą w kąpieli wodnej. W osobnej misce ubij krótko jajka z cukrem. Dodaj wystudzoną czekoladę i całość wymieszaj. Na końcu wsyp mąkę i jeszcze raz wymieszaj. Piecz w piekarniku nagrzanym do 150 C około 20 minut.

Na podstawie przepisu z: http://www.lacuisinedebernard.com/

fot. cooking cure

cooking cure

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Kuchnia nad Atlantykiem (już od 11 lat)

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kuchniabazylii.pl

Just another WordPress.com site

Parweniusz

O kulturze. I w ogóle.

BLOKI TO MY

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Powojenny Modernizm » Magazyn

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Relish it

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Teatr Krzesiwo

Teatr autorski Ryszarda Polaszka

radcaminister

Jak działa MSZ

SCANDYBARS

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

TUnitka TUkafka sklep z tkaninami

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

David Lebovitz

Paris based chef baking and writing cookbooks

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

La Cuisine de Bernard

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

wrzacakuchnia.pl/

Przepisy, Potrawy, Diety, Gotowanie | Sprawdz Przepisy na Dania, Zupy, Sałatki, Kurczak, Ciasto na pierwszym społecznościowym portalu o przepisach i gotowaniu.

Ruth Landesa

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

stars inspirations

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino