Archive | Uncategorized RSS feed for this section

Mały przewodnik po dobrych serialach. Część II: Dexter

10 Lip

Straumatyzowany superbohater

Dexter to serial wpisujący się gładko w powszechnie przyjętą wykładnią freudowską na temat ludzkiej natury poprzez oparcie konstrukcji psychicznej głównego bohatera na założycielskiej traumie. Dexter (czyli po łacinie: Prawy) we wczesnym dzieciństwie był świadkiem śmierci swojej matki – Laury Moser, która została brutalnie zamordowana przez członków kartelu narkotykowego. Harry Morgan, policjant z Wydziału Zabójstw znajduje go w kałuży matczynej krwi. Czując się odpowiedzialnym za los dziecka, adoptuje je. Szybko okazuje się, że chłopiec wykazuje skłonności psychopatyczne, które znajdują ujście w rytualnych mordach na zwierzętach. Gdy jednak przestają one zaspokajać sadystyczne potrzeby Dextera, które od tego momentu mogą zostać zrealizowane jedynie poprzez zabicie człowieka,  przybrany ojciec wyposaża go w prosty kodeks postępowania: będziesz unicestwiał tylko tych, którzy na to zasłużyli, zabijając niewinnych ludzi i zachowasz przy tym wszelkie środki ostrożności, aby nie dać się złapać.

Dexter-Season-1

Doświadczenie traumy wiąże się w przypadku Dextera z wyjątkowo natężoną potrzebą zemsty, zważywszy na okoliczność traumatycznych wydarzeń. W skodyfikowanych już mordach, opartych o kodeks Harry’ego, główny bohater będzie w nieskończoność odprawiał rytuał na rzecz pomszczenia niewinnej matki, za każdym razem podstawiając pod zmienną „oprawca-morderca Laury Moser” wszelkiej maści złoczyńców z Miami, a pod zmienną „ofiara-matka” – zabitych przez nich ludzi. Nie tylko w Dexterze duet trauma-zemsta jest mechanizmem wprawiającym w ruch kolejne trybiki fabuły. Przykład podobnej strategii fabularnej odnajdziemy chociażby w polskim serialu Na krawędzi, gdzie główna bohaterka (grana przez Urszulę Grabowską) pragnie odnaleźć i zemścić się na grupie mężczyzn, którzy przed laty ją skrzywdzili. Możemy się domyślać, że odwet służy tu nie tylko wyrównaniu rachunków, ale przede wszystkim ma pomóc bohaterce poradzić sobie i skonfrontować się z nękającą ją przez lata traumą. Znów oprę się tylko o domysły, gdyż serial nie był w całości emitowany, ale należy się spodziewać, że po pomszczeniu swojej krzywdy bohaterka nie tylko zaspokoi rządzę zemsty na swoich katach, ale odzyska również wewnętrzny spokój. Przykre doświadczenia nie będą już powodem dezintegrującym jej podmiotowość, wręcz przeciwnie – wzmocnią ją, a pogodzona ze sobą kobieta w końcu osiągnie szczęście.

W przypadku Dextera, zmiany w psychice na skutek tragicznego wydarzenia z wczesnego dzieciństwa są nieodwracalne, a przynajmniej nie zanosi się na żaden przełom w tej kwestii. Potrzeba zemsty objawiająca się w nieprzepartym pędzie do mordowania, która daleko wychodzi poza klasyczny odwet na swoich oprawcach, stanowi integralną cechę osobowości bohatera, którą nazywa on na własny użytek „my dark passenger”. Mroczny pasażer Dextera, konstrukt w swoim sednie freudowski, jest jego przekleństwem, które jednocześnie robi z niego superbohatera. Nie nosi on typowego kostiumu ani nie doświadcza wdzięczności tłumów, ale jest realizacją skrytych marzeń wielu z nas, postacią chroniącą prawych obywateli przed złoczyńcami tego świata.

Przy całym swoim wpasowaniu się w coraz powszechniej obowiązujący w kulturze potocznej „dyskurs traumy” i wyraźnie obecny w bardzo wielu jej produktach, Dexter jest jednocześnie serialem kontrkulturowym. W popkulturze jak i w humanistyce z jasnych względów od lat panuje demokracja i zrozumienie, a czasem nawet pobłażanie słabościom człowieka we wszystkich możliwych kategoriach i w taki właśnie sposób wyjaśniana jest psychika bohatera: jego skłonność do zabijania to efekt wstrząsających wydarzeń z dzieciństwa. Tymczasem zaproponowane przez twórców serialu zdefiniowanie problemu, które ona nastręcza, i jego rozwiązanie (jak Dexter może przetrwać – uniknąć więzienia i jednocześnie realizować swoje popędy) pozostają w duchu odmiennym. Aby przetrwać, Dexter zostaje wyposażony w:

  • samowystarczalną – niezależną wobec praw, których przestrzegania oczekuje demokratyczne  państwo – mądrość (skonstruowany przez Harry’ego kod);
  • niedemokratyczną moralność, ale też nieomylność i prawość (Dexter arbitralnie decyduje o tym, kto zasługuje na karę, nie odwołując się do szerszego gremium „ekspertów” wydających wyroki w oparciu o skomplikowany system prawny i zasadniczo nigdy się nie myli; kara za morderstwo jest zawsze jedna – śmierć);
  • żelazną dyscyplinę i spryt  (Dexter jest ponadprzeciętnie inteligentny i uporządkowany w swojej codziennej egzystencji, co pozwala mu na zaplanowanie skomplikowanych logistycznie zbrodni), a zatem przeciętność jest w tym kontekście waloryzowana ujemnie – psychopata bez tych przymiotów szybko skończyłby w więzieniu.

DEXTER (Season 2)

Rozwiązanie kwestii, która stanowi dla Dextera problem na gruncie biograficznym (być albo nie być wolnym i „spełnionym”), w odniesieniu do szerszego kontekstu społecznego jawi się w fabularnych ramach serialu jako propozycja radzenia sobie z niebezpiecznymi jednostkami, w przypadku, w którym służby państwa demokratycznego – policja – nie radzą sobie z tym problemem.

Nieporadność organów ścigania jest w serialu szczególnie mocno zaakcentowana. Dexter pracuje w policyjnym wydziale zabójstw w Miami jako ekspert laboratoryjny ds. krwi. Tym samym jest na bieżąco z wszelkimi sprawami, nad którymi pracuje policja, mając dostęp do ich akt. Nierzadko w taki sposób manipuluje wydawanymi przez siebie ekspertyzami, aby odciągnąć swoich kolegów od danego przypadku i samodzielnie rozprawić się z mordercą. Często jednak nie tyle konkuruje z policją, co rozwiązuje sprawy, których ona sama nigdy by nie rozwikłała. Jego bezkonkurencyjność w tej kwestii to wypadkowa wyżej wypunktowanych przymiotów i zasad, których przestrzega.

Oczywiście nie należy traktować serialowej konstrukcji jako poważnej propozycji naprawy utykającego systemu polityczno-społecznego. Wysuwanie złożonych projektów sanacyjnych nie należy do zadań popkulturowej rozrywki, nawet tej ambitnej. W Dexterze został po prostu zastosowany powszechnie używany w tekstach kultury wzór, polegający na zaproponowaniu wizji rzeczywistości, która stanowiłaby alternatywę dla aktualnego – niedoskonałego – stanu rzeczy, eliminując z niego jego zasadniczą niedoskonałość. W serialu, jak i w życiu, palący problem stanowi nieporadność policji względem szalejących w Miami groźnych przestępców, a jego radykalnym rozwiązaniem (już tylko na łamach serialu) jest bohater, który sukcesywnie ich wybija i nigdy nie popełnia błędu – ofiarą Dextera padają wyłącznie zbrodniarze.

Dexter, z całym swoim skomplikowanym rodowodem ideologicznym, wpisuje się zatem we wzór superbohatera i ujawnia jego szczególny przywilej, którym jest przyzwolenie na łamanie demokratycznych zasad nie tylko dlatego, że zasłużył sobie na to swoimi przymiotami, ale przede wszystkim dlatego, że stanowi on nierealny konstrukt fabularny – w przypadku tej postaci cechą fantastyczną jest przede wszystkim nieomylność. Pod płaszczykiem superbohatera można więc bezpiecznie, bez bycia oskarżonym o  radykalizm, przemycić do popkultury fantazję o jednostce kontrdemokratycznej, która dokonuje czegoś, co w rzeczywistym świecie z całym jego skomplikowaniem i zestawem współoddziałujących na siebie czynników pozostaje nie do osiągnięcia – nieomylnie i skutecznie wymierza sprawiedliwość. Masowy superbohater byłby zatem, przynajmniej w tym przypadku, odpowiednikiem chrześcijańskiego Boga: dawałby gwarancję sprawiedliwości. Tyle tylko, że w odróżnieniu od tegoż Boga, który obiecuje wypełnienie się sprawiedliwości w życiu wiecznym, wymierzałby ją na bieżąco, w życiu doczesnym, a przy tym byłby tak naprawdę tylko człowiekiem – choć straumatyzowanym w większym stopniu niż przeciętna jednostka.

Tekst ukazał się w numerze 1/2013 „Wyspy. Kwartalnika Literackiego”

Z cyklu: drobne przyjemności

26 Lu

Mały przewodnik po dobrych serialach. Część I: Mad Men

31 Gru

W nowym numerze „Wyspy. Kwartalinka literackiego” pojawiła się pierwsza część niewielkiego przewodnika po amerykańskich serialach mojego autorstwa. Poniżej tekst w całości.

MadMen

Przez ostatnią dekadę powstało wiele seriali telewizyjnych, które nie tylko pełnią funkcję rozrywkową, ale również stanowią inspirujący komentarz do rzeczywistości teraźniejszej lub minionej. Ich wartość polega też na ciekawym pomyśle, który sprawia, że wyróżniają się na tle innych produkcji tego gatunku. Razem tworzą one odrębną kategorię seriali, które można określić jako „inteligentne”. Zazwyczaj te najpopularniejsze spośród nich współprodukują i emitują amerykańskie telewizje. O ile więc ambitne kino kojarzy się z Europą, ambitny serial nierozerwalnie wiąże się z Ameryką. Zdaniem pasjonatów tematu do przemiany na lepsze w tej dziedzinie rozrywki przyczyniło się na przełomie lat 90. i minionej dekady HBO, produkując Rodzinę Soprano i Sześć stóp pod ziemią. Oba seriale wyróżniały się zarówno pod względem jakości treści (scenariusz) jak i wykonania (aktorstwo, aspekt wizualny). Tym samym stacja telewizyjna skierowana do bardziej wymagającego widza postawiła wysoko poprzeczkę pozostałym producentom tego gatunku, a dziś ambitny widz znalazł się w sytuacji, w której wybór między kinem a telewizją nie jest już tak oczywisty. Apogeum procesu „podnoszenia jakości” w ramach gatunku jest Mad Men, serial o latach 60. minionego wieku, relacjonujący postępowanie przemian obyczajowych w społeczeństwie amerykańskim. Za jego produkcję odpowiedzialna jest stacja telewizyjna AMC, znana z dbałości o jakość swoich seriali.

 

Mad Men, Matthew Weiner (od 2007 roku powstało pięć serii)

Ameryka, lata 60., Nowy Jork. Znana agencja reklamowa czerpie swoje największe zyski z reklamy Lucky Strike’ów, choć powoli zaczynają krążyć słuchy o szkodliwości tytoniu dla zdrowia człowieka. Pracownikom agencji nie przeszkadza to jednak w paleniu kilku paczek dziennie: papieros i szklaneczka whisky w dłoni są przecież ich nieodzownymi atrybutami. W serialu starannie odwzorowano ówczesną rzeczywistość nie tylko w jej aspekcie materialno-wizualnym, ale również obyczajowym. Wyglądy zaaranżowane przez scenografów urzekają i wydzielają z siebie zaraźliwą nutę nostalgii, zachęcając do wyrobienia sobie opinii na temat lat 60., zgodnie z którą wszystko było wówczas ładniejsze i solidniejsze niż dziś. Zwłaszcza pierwsze odcinki produkcji wystawiają na próbę widza ceniącego sobie przede wszystkim wciągającą fabułę; są jednak czystą przyjemnością dla tych, którzy potrafią kontemplować roztaczaną przed nimi „rzeczywistość” i zanurzyć się w jej wymiarze wizualno-obyczajowym.

Mad Men

Niewątpliwą i docenioną przez krytyków wartością serialu jest ukazana w nim historia życia codziennego ówczesnej Ameryki. Nawet jeśli mieliśmy wiedzą na temat uprzywilejowanej pozycji WASPów w społeczeństwie, obrazy na ten temat są bardziej wymowne i przemawiają do wyobraźni w dalece większym stopniu niż książkowe opisy (np. ukazani w serialu windziarze, którzy są wyłącznie afroamerykańskiego pochodzenia czy białe buzie sekretarek – zatrudnienie czarnoskórej pracowniczki umysłowej będzie rewolucją).

Kolejnym problemem Ameryki lat 60., o którym sugestywnie przypomina serial, jest dyskryminacja kobiet głęboko zakorzeniona w życiu prywatnym jak i publicznym. W agencji reklamowej Sterling Cooper (Draper Pryce) na porządku dziennym jest klepanie sekretarek po pupach, zarówno dosłownie jak i w przenośni, choć za rogiem czai się już „widmo” emancypacji. O jego cichej obecności ma świadczyć kilka ścieżek emancypacyjnych wyznaczonych przez scenarzystów, na które z trudem wkraczają bohaterki serialu. Jako prekursorkę w tej dziedzinie przedstawiono Peggy Olson, młodą absolwentkę szkoły dla sekretarek, która swoje życie przeniosła z Brooklynu na Manhattan. Kolejnym osiągnięciem bohaterki był jej bezprecedensowy awans na stanowisko copywritera, obejmowane do tej pory wyłącznie przez białego mężczyznę nie-Żyda. Ceną sukcesu była „bezduszność”, którą musiała się wykazać, porzucając swoje nowonarodzone dziecko (owoc romansu biurowego).

Peggy

Druga historia emancypacyjna przedstawiona w serialu to opowieść o powolnym uniezależnianiu się od męża typowej amerykańskiej gospodyni domowej. Zdradzana przez niego z absurdalną częstotliwością, Betty Draper postanawia się rozwieść. Z potulnej młodej matki i pięknej żony przekształca się w grubego i skrajnie antypatycznego potwora. Niewątpliwie, „zimna suka” będąca w stanie porzucić dla kariery własne dziecko i „gruba zołza” zatruwająca życie byłemu mężowi to jedne z potocznych wyobrażeń na temat dążącej ku wyzwoleniu spod męskiej dominacji kobiety. Czy w serialu mamy do czynienia z próbą obnażenia mechanizmów powstawania tych stereotypów? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, może dlatego, że jego twórcom nie zdaje się zależeć na łopatologicznym wyjaśnianiu rzeczywistości zgodnie z konkretną ideologią.

Jesus Betts

Warta uwagi jest również odrębna kategoria historii emancypacyjnych, które choć dokonały się „przez łóżko”, zasługują na to miano. Pierwsza z nich opowiada o Megan, którejś z kolei sekretarce Dana Drapera, która tak jak ich znakomita większość nawiązała z nim romans. Wyróżniła się jednak tym, iż została dzięki temu awansowana na stanowisko junior copywritera. Co więcej udało jej się stworzyć partnerski związek ze swoim szefem, w którym decyzje na temat powiększania rodziny nie są podejmowane „z automatu”, ale wspólnie omawiane, podobnie jak pozostałe istotne kwestie. Z dzisiejszej perspektywy może wydawać się to małym osiągnięciem, ale w latach 60. zachodniego świata uświadamianie mężczyźnie, iż ma się prawo funkcjonować poza trójkątem dom – seks (z nim) – dzieci nie było na porządku dziennym.

Druga historia z tej kategorii dotyczy Joan Holloway, emanującej seksem i podkreślającej swoje kształty obcisłymi strojami szefowej sekretarek, która uzyskała miejsce w zarządzie firmy w zamian za noc spędzoną z ważnym klientem. Złożoność tego wątku ukazuje wszelkie możliwe odcienie szarości sytuacji, w której znajdowała się silna samotna kobieta z ambicjami w Nowym Jorku sprzed zaledwie pięćdziesięciu lat. Obraz procesu kobiecego wyzwalania się w Ameryce lat 60. dopełniony został wątkiem pierwszej czarnoskórej sekretarki zatrudnionej w firmie Sterling Cooper Draper Pryce.

Joan

Spojrzenie pod różnymi kątami na historię emancypacji amerykańskich kobiet, z uwzględnieniem stereotypów na ten temat, ale bez ich jednoznacznego oceniania, daleko wykracza nie tylko poza obszar rozrywki, ale również sztampową analizę socjologiczną zjawiska. Można odnieść wrażenie, że frapujący komentarz do rzeczywistości rzadziej pojawia się w przeintelektualizowanym europejskim kinie, niż w wieloodcinkowych przedsięwzięciach należących do wyodrębnionej powyżej kategorii serialu inteligentnego. Dużym plusem tych produkcji jest również ich rozrywkowy aspekt, którego się nie wyrzekają, a którym „Gutkowskie” kino dysponuje sporadycznie.

Rewizja osobista

16 List

Rewizja osobista Kostenki i Leszczyńskiego (1972) na youtubie pojawia się jedynie w szczątkowych fragmentach. Fotosy natomiast są dostępne tylko na stronie Filmoteki Narodowej za odpowiednią opłatą. Z nieznanych powodów film ten zazdrośnie strzeżony jest przed „internautami”. Będę więc musiała zdać się w dużej mierze na słowny opis.

Początek lat 70., Pani Basia z synem i nastoletnią kuzynką wracają z Francji fiatem w kolorze Yellow Bahama, wyładowanym po brzegi zachodnimi produktami. Są zdeterminowane (chłopak się tu nie liczy), żeby wszystkie zdobycze w postaci ubrań (rajstopy!), produktów spożywczych, używek itp. przewieźć przez granicę, nie płacąc od tego zabójczego podatku. Pojawia się jednak problem w postaci nieprzekupnego celnika-służbisty (Zdzisław Maklakiewicz).

Najbardziej wymowny i symbolicznie pojemny jest początek filmu, ekranizujący – „dzięki uprzejmości Ambasady Francuskiej” – fantazje wygłodzonych konsumpcyjnie Polaków na temat zachodnich produktów. O ile dobrze pamiętam, z próżni wyłaniają się samonośne rajstopy DIM, drogie papierosy i alkolhole, dobre wody kolońskie, egzotyczne owoce – jednym słowem nieosiągalne przedmioty marzeń i aspiracji w dziedzinie stylu życia przeciętnego Polaka. Wszystko to przedstawione jest mniej więcej w takim duchu:

 

„Te czasy już minęły”, jak najbardziej. Czasy niedoboru, gdy nie tylko samonośne pończochy, pomarańcze i perfumy Yardleya, ale przede wszystkim mięso i papier toaletowy były na wagę złota. Nadal jednak wybór produktów w zachodniej europie jest większy niż w Polsce, co do czego nie mam już wątpliwości po ostatnich zakupach w berlińskich supermarketach i centrach handlowych.

Od dłuższego czasu, za każdym razem, gdy wyjeżdżam do większego zagranicznego miasta, zaglądam w miarę możliwości do dużego supermarketu w poszukiwaniu innych niż w Polsce produktów spożywczych (i kosmetycznych). Początki były skromne: z Budapesztu przywiozłam pudło Turro Rudi, ze Lwowa powszechnie tam dostępny świetnej jakości sok z granatów w kartonie. Z Paryża za każdym razem coś innego.

W turystyce spożywczo-kosmetycznej osiągnęłam jednak dojrzałość podczas wyjazdów do Berlina. Przyjeżdżam tam dość często, więc odwiedzenie nowych ciekawych miejsc na mapie turystyczno-kulturalnej nie zajmuje mi już tak dużo czasu, którego resztę mogę spożytkować na buszowanie po supermaketach i centrach handlowych. Oto trofea ; )

Niby zwykłe żelki, podobne można kupić w Polsce (Fruitella). Te jednak są Halal : ) Takie sobie – za bardzo sprężyste.

Żelki z Lidla, ale tego rodzaju nie ma jeszcze w Polsce. Pycha – miękkie i z nadzieniem. Jedne z lepszych jakie jadłam.

W Kauflandzie w Polsce prawie nigdy nie kupuję, więc może są one u nas dostępne. Niezłe i bardzo kwaśne, podobne do Haribo.

Niemcy bardzo chętnie kupują produkty bio, stąd sporo u nich sklepów ekologicznych z przystępnymi cenami. Kupiłam melasę z trzciny cukrowej (czasem używana zamiast cukru do wypieków). Potem niestety zorientowałam się, że to jest  to samo co Black Treckle z Marksa&Spencera: kupiłam kiedy mieli obniżki, ale użyłam tylko raz, przy okazji nieudanego eksperymentu z robieniem żelek domowych ; )

Chocolate Chips, których Nigella używa obficie w niemal każdym przepisie na ciastka – nie do kupienia w Polsce, a przynajmniej w Warszawie (sprawdziłam). Oczywiście jest allegro, ale kupowanie na wagę przez internet jakoś mnie nie przekonuje. Z ostatniego pobytu w Niemczech zostało mi ich jeszcze sporo, więc tym razem przywiozłam tylko dwa opakowania + prawdziwe odkrycie: marcepanowe chocolate chipsy.

Orzechy Macadamia są w Polsce słabo dostępne, a szkoda, bo  fajnie się sprawdzają jako składnik amerykańskich ciastek. Pini są za to bardzo drogie, nie wiem czy w Niemczech są dużo tańsze (50 g – 2,30 euro), ale przynajmniej mam mobilizacje do zrobienia pesto.

Kandyzowane truskawki (!) i kasztany pret-à-manger, powinny pasować do brownie.

Konfitura agrestowa – ta z Rewe bardzo słodka.

Różowa sól himalajska – nie wiem, do czego jej użyję, ale fajnie wygląda. W tle czereśniowo-migdałowy balsam do ciała i malinowy krem do rąk – wszystko w temacie. Jeszcze bardziej w tle Będzie strajk Krysi Zalewskiej ( recenzja Mirosława PęczakaPiotra Zaremby).

Najcenniejsze trofeum – olej kokosowy. w Warszawie pewnie dostępny w zawrotnych cenach w sklepach ekologicznych. Za jeden litr zapłaciłam 15 euro. Można z niego robić świetnej jakości kosmetyki.

Koncentrat z rumianka. Przyda się do kosmetyków domowej roboty.

Berlin

15 List

                                        Hommage à Magritte

Przyzwoita berlińska architektura

Kuchnia wietnamska i tajska

Friedrichshain

Berlin Alexander Platz

Jabłka

31 Paźdź

Podobno w Chinach wybór warzyw i owoców jest tak duży, że osobne stoisko tematyczne zajmuje powierzchnie średniej wielkości supermarketu. Kiedy koleżanka, która mieszkała jakiś czas na Tajwanie, opowiadała mi o dwudziestu różnych odmianiach sałaty sprzedawanych na tamtejszych targach i w sklepach, pomyślałam, że moja intuicja na temat monotonności polskiego rynku warzyw i owoców była słuszna. Oczywiście, można powiedzieć, że odpowiedzialny za to jest polski klimat, daleko mniej sprzyjający uprawie roślin niż podzwrotnikowy klimat Tajwanu. Z drugiej strony, mamy świetne warunki do uprawy jabłek w ich co najmniej kilkunastu odmianach, tymczasem w sklepach sprzedaje się zazwyczaj bliżej nieokreślony typ jabłka „polskiego”. Na bazarach różnorodność jest większa, ale odnoszę wrażenie, że z roku na rok kolejne gatunki jabłek są coraz rzadziej dostępne.

Ponieważ sama nie jestem specjalistą od jabłek, a do dostrzeżenia ich róźnorodności zostałam zainspirowana niedawno, postanowiłam zgłębić temat. Kupiłam po dwa jabłka z każdej z kilku odmian, które sprzedawał Pan przy skrzyżowaniu Powstańców Śląskich z Radiową. Nie pozapisywałam ich nazw, bo byłoby to logistycznie trudne, więc w domu miałam naprawdę trudną zagadkę do rozwikłania.

LIGOL

Jabłka deserowe, biały aksamitno-kruchy miaższ, twarda skórka.

GLOSTER

Odmiana deserowa, trochę podobne do Ligoli, soczystsze,  ale chyba mniej słodkie. Mają mniej twardą skórkę, ale same w sobie są twardsze. Miąższ żółtawy. Mają lekko stożkowaty kształt, czego nie widać na zdjęciu ; )

?

Twardsze niż Gloster, mało słodkie, soczyste, delikatne.

MALINÓWKA

Kwaskowate, o malinowym posmaku, biały miąższ i głęboki smak.

LOBO

Podobne do Glosterów, ale lepsze : )

SZAMPION

Bardzo twarde o gruszkowatym posmaku. Moje ulubione.

Kuchnie, które nie istnieją

29 Paźdź

Katalog IKEI – źródło rozczarowań

Kiedy przeglądam nowy katalog Ikei, jestem pod wrażeniem przedstawionych tam aranżacjami wnętrz i szybko znajduję powód, żeby wybrać się do Marek. Wypady do Ikei wiążą się jednak z podwójnym rozczarowaniem. Pierwsze: w katalogu wszystko wydawało się ładniejsze niż jest w sklepie. Drugie: przecież nie urządze sobie od nowa mieszkania (jeszcze nie ten etap). Poprzestaję na kilku drobiazgach i średnio zadowolona wracam do domu.

O idealnej kuchni nie pozwalają mi jednak zapomnieć książki kucharskie: nawet jeśli ilustrujące je fotografie skupiają się na potrawach, resztę otoczenia dopowiem sobie sama: za punkt wyjścia wystarczy mi skrawek stołu (który być może po drugiej stronie obiektywu wcale stołem nie jest).

Od wizji wzorcowego pomieszczenia kuchennego nie dają mi się opędzić: telewizyjni kucharze z apetyczną Nigellą na czele…

…bohaterki filmów…

… i ulubionych seriali.

Prześladuje mnie symulakrum kuchni: alternatywna rzeczywistość wizualna, którą kreują dla mnie Ikea, telewizja i kino; przeciwieństwo „mapy” kuchni (bo w praktyce nie służy) i jednocześnie jej doskonalszy wygląd. Warto nazwać swojego prześladowce – nienazwany istnieje w mniejszym stopniu : )

cooking cure

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Kuchnia nad Atlantykiem (juz od 11 lat)

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kuchniabazylii.pl

Just another WordPress.com site

Parweniusz

O kulturze. I w ogóle.

BLOKI TO MY

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Powojenny Modernizm » Magazyn

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Relish it

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

Teatr Krzesiwo

Teatr autorski Ryszarda Polaszka

radcaminister

Jak działa MSZ

SCANDYBARS

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

TUnitka TUkafka sklep z tkaninami

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

David Lebovitz

Paris based chef baking and writing cookbooks

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

La Cuisine de Bernard

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

wrzacakuchnia.pl/

Przepisy, Potrawy, Diety, Gotowanie | Sprawdz Przepisy na Dania, Zupy, Sałatki, Kurczak, Ciasto na pierwszym społecznościowym portalu o przepisach i gotowaniu.

Ruth Landesa

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino

stars inspirations

kocham jedzenie jak Grażyna Torbicka kino